Znajomość z twórczością Fields Of The Nephilim zawarłem pod koniec lat osiemdziesiątych dzięki audycjom Tomasza Beksińskiego i trwa ona do dzisiaj. Grupa zajmuje wysokie miejsce wśród ulubionych wykonawców, a przy „Last exit for the lost” zawsze mam ciarki wędrujące po plecach. Pomimo poszerzających się gustów muzycznych oraz zmienności nastrojów, muzyka stworzona przez zespół stale była gdzieś pod ręką, a album „The Nephilim” darzę szczególnym szacunkiem.
Grupa powstała w 1994 roku w Anglii z inicjatywy kilku panów lecz prym dzierżył i do dzisiaj prowadzi zespół Carl McCoy. Nazwa grupy pochodzi od biblijnych Nefilimów, a wynikało to z ówczesnych zainteresowań lidera gnozą, okultyzmem i mitologią. Wizerunek zespołu powstawał podczas licznych koncertów i systematycznego gromadzenia fanów co zaowocowało kontraktem z wytwórnią Beggars Banquet. Grupa pojawiała się na scenie spowita w oparach dymu oraz mrocznym image bohaterów spaghetti westernów. Jak udawało im się uniknąć kpin nie wiem, ale ten wizerunek przylgnął do zespołu już chyba na zawsze. Fani gry rpg „Deadlands” powinni wystawić Fields Of The Nephilim kapliczkę. Pierwsza płyta „Dawnrazor” była bardzo dobra. Mocne, gitarowe utwory utrzymane w mrocznych klimatach i wsparte grobowym głosem McCoya dowodziły, że ten zespół ma charakter. Wydany w 1988 roku „The Nephilim” kazał mi klękać podczas słuchania.
Rozpoczynająca album „Endemoniada” z niepokojącymi dźwiękami na wstępie daje przedsmak muzycznej uczty. Gdy pojawiają się gitary i numer nabiera rozpędu dochodzi jeszcze natchniony głos McCoy’a. Ponad siedem minut kowbojskiego gotyku, palce lizać. „Phobia” ze swoim galopującym rytmem bez problemu pozwoli się poczuć jak podczas szarży widmowych Indian, a przecież zaraz potem jest „Moonchild”. Dudniący bas, wokale prosto z cmentarnej krypty i zapadający w pamięć refren. Talent do chwytliwych melodii potwierdzają w „Chord Of Souls”. Druga połowa „The Nephilim” to utwory wolniejsze, przepełnione tajemniczą atmosferą i wysyłające słuchacza w magiczną podróż. „Celebrate”, „Love Under Will” no i „Last Exit For The Lost”. Tego po prostu trzeba posłuchać.
Fields Of The Nephilim na swoich albumach proponuje zawsze muzykę ciekawą, pełną niezwykłych klimatów i nadzwyczaj charakterystycznego wokalu McCoya. Talent kompozytorski i realizacja muzycznych pomysłów nie pozostawia żadnych wątpliwości, że Fields Of The Nephilim to grupa wybitna, z której twórczością zdecydowanie warto się zapoznać, a „The Nephilim” jest albumem doskonałym.
Fields Of The Nephilim – „The Nephilim”
1988
Wytwórnia: Beggars Banquet Records
1.Endemoniada
2.The watchman
3.Phobia
4.Moonchild
5.Chord of souls
6.Shiva
7.Celebrate
8.Love under will
9.Last exit for the lost
Last exit for the lost
Kto woli ostrzej?
Incoming search terms:
- fields of the nephilim nephilim
- the nefilim logo
- beggars banquet opis ksiazki
- beggars banquet recenzja płyty
- fields of nephilim nephilim
- mccoy gothic
- nephilim biblia




