Szwedzki Tiamat ze swoim albumem „Wildhoney” dotarł na 29 miejsce niemieckiej listy przebojów. Był to pierwszy poważny sukces zespołu. Przy okazji udało im się narazić wielu fanom metalu za zmiany stylistyczne jakie zaszły w porównaniu z wcześniejszymi wydawnictwami. „Wildhoney” przetrwało próbę czasu i pokazało, że to zespół miał rację poszukując nowych ścieżek dla swojego rozwoju.
Historia grupy Tiamat datuje się od 1988 roku, początkowo pod nazwą Treblinka, która została zarzucona na rzecz Tiamat- sumeryjskiej bogini-matki, z której ciała po przegranej walce z Mardukiem powstała Ziemia. Tiamat zawsze śmiało łączył gatunki od death, black i trash metalu po wpływy progresywne i gotyckie, „Wildhoney” zaś przez wielu uważane jest za wybitne dzieło grupy mimo wszystkich kontrowersji jakie wywołało w momencie premiery. Próbę czasu zniosło bardzo dobrze.
„Wildhoney” zaczyna się od śpiewu ptaków lecz gdy w „Whatever That Hurts” pojawiają się ciężkie gitarowe riffy już po kilku taktach atmosfera robi się mocno mglista i niepokojąca jednak pełna fascynującego uroku. Johan Edlund mimo iż nadal potrafi zaryczeć zwiększył gamę środków, którymi operuje podczas śpiewania. Do głosu doszły również instrumenty klawiszowe, które współtworzą kompozycje. „Wildhoney” obfituje także w różnorodne przerywniki pomiędzy utworami jak na przykład niepokojący „25th Floor”, w którym mamy sporo industrialu czy też dark ambient. Jednak to pełnowymiarowe „The Ar” czy „Gaia” lub „Visionaire” wyznaczają rytm tego albumu. Odrealniona kompletnie jest balladowo-oniryczna „Do You Dream Of Me”, utwór którego w żaden sposób nie potrafię opisać, wypada posłuchać. Album kończy mocno awangardowy i trwający ponad osiem minut utwór „A Pocket Size Sun”. Nawet dziś nie dziwi, że mogli wówczas wzbudzić kontrowersje, zwłaszcza, że znani byli głównie publiczności ostrych odmian metalu.
„Wildhoney„, którego producentem był Waldemar Sorychta wspomagający grupę doświadczeniem, a także partiami instrumentów klawiszowych nic nie utracił ze swojej zjawiskowości. Nadal zachwyca różnorodnością i wizjonerstwem. Zespół sięgnął najwyżej jak potrafił i tworząc „Wildhoney” ustawił sobie poprzeczkę na wyżynach swoich umiejętności, a zarazem otworzył drogę do następnych wydawnictw, które nie musiały już trzymać się żadnej określonej stylistyki. Grupa całkowicie wyważyła drzwi do swobodniej twórczości.
Niezwykłą urodą czaruje również okładka „Wildhoney” za która odpowiedzialny jest Kristian Whalin.
Tiamat – „Wildhoney”
1994
Wytwórnia: Century Media Records
Lista utworów:
01.”Wildhoney”
02.”Whatever That Hurts”
03.”The Ar”
04.”25th Floor”
05.”Gaia”
06.”Visionaire”
07.”Kaleidoscope”
08.”Do You Dream of Me?”
09.”Planets”
10.”A Pocket Size Sun”
Tiamat – Whatever That Hurts
Incoming search terms:
- tiamat wildhoney recenzja
- kristian whalin
- Tiamat\(1994) Wildhoney
- tiamat gaia
- tiamat kontrowersje






