Agalloch – „The Mantle”

Agalloch_band

„The Mantle” amerykańskiej grupy Agalloch to jedna z tych klimatycznych płyt, którą należy poznać. Pomimo tego, że grupy nie da się wpisać w jeden jasny i czytelny nurt muzyczny. Muzyka Agalloch śmiało czerpie zarówno z doom jak i black metalu. posiłkując się gotykiem, rockiem progresywnym i neofolkiem. Często umieszczani są również w szufladce post-rock. Wszystko to na nic bowiem Agalloch gra po prostu jak Agalloch.

Agalloch powstał w Portland w roku 1996 z inicjatywy dwójki znajomych. John Haughm oraz Shane Breyer szybko znaleźli wspólny język z kolejnymi muzykami i do dzisiaj grupa występuje w kwartecie. Po wydaniu w barwach wytwórni  The End Records pierwszej płyty „Pale Folklore”, zespół opuścił Shane Breyer. W uzupełnionym składzie grupa przystąpiła do nagrywania „The Mantle”, drugiego w dyskografii i do dziś uznawanego za ich szczytowe osiągnięcie. To dzięki temu wydawnictwu zespół zaczął trafiać na łamy prasy i zyskał liczne grono fanów, pomimo, że proponowana przez nich muzyczna wizja nie zawsze należy do łatwej w odbiorze.

„The Mantle” rozpoczyna bliski dokonaniom neofolkowców utwór „A Celebration For The Death Of Man…”. Prym wiedzie gitara klasyczna i klawiszowe tła. Wystarczy chwila aby dać porwać się temu niezwykłemu nastrojowi. Druga kompozycja na płycie to mający ponad czternaście minut „In The Shadow Of Our Pale Companion”, który wszyscy zgodnie uznają za arcydzieło klimatycznego grania. Towarzyszy nam nadal senna, oniryczna i mroczna atmosfera. Pojawiają się również wokale, których zespół w swoich kompozycjach nie nadużywa. Mamy zarówno growling jak i partie czyste. Gitarowe riffy tworzą tło dla gitary klasycznej i hipnotycznej motoryki. Ten utwór jak żaden inny potrafi przenosić w odmienny wymiar, a żadne słowa nie opiszą dźwięków. Dużo tutaj nawiązań do folku, jak w „Odal”, i dokonań takich grup jak Death in June czy Sol Invictus, jednak Agalloch nie kopiuje, a proponuje swoją wizję muzyki, która ociera się o dokonania wyżej wymienionych. Brzmienie jest gęste i momentami niemal przytłaczające nagromadzeniem dźwięków, a chwilę potem dostajemy najszybszy na płycie i bliski metalowym sercom „I Am The Wooden Doors”. Mocne jest również „You Were But A Ghost In My Arms”. Dzieło wieńczy delikatny i schizofreniczny „A Desolation Song”.

Nie dziwi mnie obecność Agalloch na wielu listach najlepszych płyt w gatunkach, z których zespół tak otwarcie czerpie. „The Mantle” jest prawdziwym arcydziełem, a grupa zachowując swoją niezależność i przyjemność z tworzenia, nadal wydaje intrygujące albumy. Powstrzymam się również od stwierdzenia, że nie nagrają już nic lepszego, bowiem w ich przypadku łatwo o pomyłkę. „The Mantle” to jedno z najbardziej oryginalnych dokonań na rockowej, metalowej czy tez neofolkowej scenie, a przez swoją oryginalność wymykające się wszelkim klasyfikacjom.


Agalloch – „The Mantle”
2002
Wytwórnia: The End Records

01. A Celebration For The Death Of Man…
02. In The Shadow Of Our Pale Companion
03. Odal
04. I Am The Wooden Doors
05. The Lodge
06. You Were But A Ghost In My Arms
07. The Hawthorne Passage
08. …And The Great Cold Death Of The Earth
09. A Desolation Song
 

Agalloch – „You Were But a Ghost in My Arms”

Incoming search terms:

  • agalloch the mantle
  • agalloch mantle
  • njlepsze płyty gothik metal
  • John Haughm
  • doom metal nowe
  • agalloch the mantle recenzja
  • agalloch recenzje
  • agalloch recenzja
  • agalloch pale folklore recenzja
  • the mantle agalloch

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>